życzeniA

już to zdaje się „cudowne” – w wigilię Wigilii… ciche, ba… milczące płatki śniegu otuliły wszystko wokół… śnieżnobiała niewinność (taki śląski krajobraz)… na tę jedną chwilę, bo dziś od rana ciurka woda z dachów, strzępy śniegu odrywają się niebezpiecznie – nie zdążyły nawet zszarzeć od drobinek w pył zawieszonych (taki śląski krajobraz)…

w bogatej, wielowiekowej tradycji chrześcijańskiej w cudzie padającego śniegu człowiek odczytuje wolę Maryi Panny; nie inaczej zdarzyło się (za chrześcijańską legendą) w gorącym Rzymie, gdy na wzgórzu ekswilińskim pojawił się śnieg, by wskazać miejsce budowy świątyni (dziś Santa Maria Maggiore) – wcześniej tytułowane Sanctae Mariae, nieco później ad Praesepem, od przechowywanych w bazylice relikwii betlejemskiego żłóbka… od XIII w. pod wezwaniem Sancta Maria ad Nives (Matki Bożej Śnieżnej)

obecny w Rzymie wizerunek stał się i nAm bliski… pewien ksiądz, w chwili nieuchronnej śmierci (zasypany żywcem w kopalni wapna, w innej wersji śmierć miał ponieść z rąk tatarskich) zawezwał pomoc Najświętszej Maryi Panny… „Z wdzięczności za cudowny ratunek pojechał do Rzymu i tam zamówił u włoskich mistrzów obraz Pocieszenia Najświętszej Maryi Panny, który potem przywiózł do Trybunalskiego Grodu.”.

no, właśnie – w teatralnej interpretacji dziejów Piotrkowa Trybunalskiego, wielkimi literami dopisującej m.in. ustanowienie niezależnego od króla Trybunału Koronnego w 1578 r., trudno było pominąć wątek Matki Boskiej Trybunalskiej (do której podczas posiedzeń Trybunału jednocześnie modlili się sędziowie, pokrzywdzeni, skazańcy i zwykli mieszkańcy Piotrkowa) … oraz śniegu, który symbolizując łaskę miał bezszelestnie padać na aktorów i świat sceniczny w epilogu przedstawienia… miał…

od czego są wytwornice śniegu, jak nie właśnie od takiego efektu, który uzyskać można równie dobrze w lipcu, co w grudniu?… zaopatrzeni w taką wytwornicę pojechaliśmy do Piotrkowa… w przedstawieniu wydaje się, nie uroniliśmy Piękna, zamierzonych ważnych dla nas sensów… a jednak ów śnieg, który litościwą klamrą miał spiąć spektakl, okazał się kłopotliwie hałaśliwy, bo wytwornica okazała się być estradową, żeby nie powiedzieć „dyskotekową”… muzycznej łupance nie wadziła, scenicznej ciszy już tak… widać – na „intymny opad śniegu” trzeba sobie zasłużyć…

owa przydługa dygresja niech posłuży… życzymy Wam niewinnej śnieżnobiałości serca (a choćby na tę jedną chwilę wspominania Wcielenia samego Boga); ciszy, w której z ryzykiem ośmielimy się łaskawie myśleć o wszystkich – pokrywając życzliwością cały krajobraz… obfitych opadów Łaski, która miast martwić nas niczym drogowców, cieszyć nas będzie jak dzieci… i my w tym świetlistym gorącym śniegu – kompletnie w Miłości zbałwanieni…

Życzymy Wam Kochani!

Leszek Styś w imieniu Artystów Teatru A

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *